Czeeeeeść :D
Co prawda o tym blogu przypomniałam sobie już dawno temu, ale jakoś nie mogłam się zdobyć na to żeby napisać na nim cokolwiek, pewnie potrzebowałam jakiegoś impulsu - czyli czegoś, czego zwykle szukam żeby kontynuować pisanie pracy magisterskiej.
Jeśli ktoś tam dalej jest kto ma tego bloga w obserwowanych, albo nie wiem, wejdzie przez przypadek bo tak samo jak ja szukał ostatnio jakichś fajnych fanfików, albo JAKICHKOLWIEK fanfików które nie byłyby czystym pogwałceniem zasad rządzących językiem polskim, pewnie domyśla się że ten post jest jakoś związany ze zbliżającą się światową trasą zespołu.
I cóż, ma rację.
Wzięło mnie na wspomnienia, przez co zaczynam myśleć, że naprawdę się już starzeję, ale jakiś czas temu pisałam z koleżanką że w sumie to bym pojechała na koncert, i kilka dni później.. Pojawiła się informacja o world tour. Jak to powiada klasyk - przypadek? Nie sądzę. W każdym razie jest mi trochę przykro, że w całym tym codziennym biegu (dom-zajęcia-praca w dowolnej kolejności) nieco mi się zapomniało o tym, co niegdyś było ważną częścią mojego życia. A szkoda, bo zespół dalej tworzy muzykę która do mnie trafia.
Z tego co zauważyłam to fandomowi się trochę.. umarło. Nie wiem z czego to wynika. Czy ktoś pokusił się o przeprowadzenie głębokiej analizy socjologicznej? Jeśli tak, niech podzieli się wynikami.
PS. Fanfikami niech też się podzieli, bo cierpię na deficyt, a swoich wypocin mam dosyć :c
niedziela, 3 lutego 2019
wtorek, 24 listopada 2015
Hej hej!
Patrzę na datę poprzedniego posta i zastanawiam się jak to się stało, że minął ponad rok od jego napisania. W moim życiu zmieniło się sporo - nie jestem już rąbniętą studentką biotechu, która potrafiła spędzać ze znajomymi całe noce na robieniu wszelakich projektów. Teraz jestem jeszcze bardziej szurniętą studentką kosmetologii, która spośród 79 innych dziewczyn znalazła jedynie kilka, z którymi można pogadać jak z ludźmi. Serio. Niektóre dziewczyny są żywym potwierdzeniem stereotypów o kosmetyczkach/kosmetolożkach. Z tego powodu zwyczajnie brakuje mi ludzi z biotechu - może nie mieliśmy najlepszych ocen, ale czułam się tam przynajmniej na miejscu. Mimo mojego narzekania z samego kierunku jestem całkiem zadowolona, moje medyczne zainteresowania wreszcie znalazły gdzieś swoje ujście i dowiaduję się ciekawych rzeczy (serio, teraz mam zajęcia z chirurgii i profesor pokazuje nam różne zdjęcia - od przeszczepów skóry, przez zmiażdżoną w wyniku ugryzienia przez psa rękę aż do kończyn po amputacji, tak zaraz po, jeszcze krwawiące xD).
Żeby nie było, że reklamuję kierunek studiów - jest mi szkoda tego bloga. Przypominam sobie, ile energii i radości wkładałam w pisanie każdego rozdziału, każdego opowiadania i chyba trochę za tym tęsknię. Obawiam się jednak, że z wiekiem* straciłam zdolność do kreatywnego myślenia - przynajmniej w kwestii homo-opowiadań z nutkami nihilizmu i często bezczelnością Uruhy. Bo Uruha w moich opowiadaniach jest bardzo do mnie podobny, zwłaszcza kiedy jest bezczelny, sarkastyczny i jego wypowiedzi zalatują dekadentyzmem; mimo wszystko bardzo kochał (kocha?) Aoiego. Muszę się pochwalić, że ostatnio poprawiłam skille w wyjątkowo kretyńskich porównaniach - tylko nie jestem w stanie stwierdzić, czy to by mi pomogło w powrocie do pisania. Ostatnio (przed chwilą) wpisałam w google "aoiha" i.. Serio, nikt nie pisze już fików? NIKT? Naprawdę, podeślijcie mi bloga który w miarę na bieżąco dodaje jakieś opowiadania, bo mam wrażenie, że moje pokolenie albo z pisania wyrosło, albo się wypaliło, albo zapomniało. Zapomniało przez wynikające z pełnoletności obowiązki dnia codziennego**.
Nie obiecuję, że wrócę, i to wrócę z czymś ekstra. Nie mniej jednak miło mi, że chyba ktoś tu jeszcze zagląda. Trzymajcie się cieplutko ;)
*skończone 22 lata to nie przelewki, straciłam już ok. 4% kolagenu xD
**bo tyle moich znajomych jest już w związkach małżeńskich i ma dzieci, że pewnie nie starcza im czasu żeby się po tyłku podrapać
Patrzę na datę poprzedniego posta i zastanawiam się jak to się stało, że minął ponad rok od jego napisania. W moim życiu zmieniło się sporo - nie jestem już rąbniętą studentką biotechu, która potrafiła spędzać ze znajomymi całe noce na robieniu wszelakich projektów. Teraz jestem jeszcze bardziej szurniętą studentką kosmetologii, która spośród 79 innych dziewczyn znalazła jedynie kilka, z którymi można pogadać jak z ludźmi. Serio. Niektóre dziewczyny są żywym potwierdzeniem stereotypów o kosmetyczkach/kosmetolożkach. Z tego powodu zwyczajnie brakuje mi ludzi z biotechu - może nie mieliśmy najlepszych ocen, ale czułam się tam przynajmniej na miejscu. Mimo mojego narzekania z samego kierunku jestem całkiem zadowolona, moje medyczne zainteresowania wreszcie znalazły gdzieś swoje ujście i dowiaduję się ciekawych rzeczy (serio, teraz mam zajęcia z chirurgii i profesor pokazuje nam różne zdjęcia - od przeszczepów skóry, przez zmiażdżoną w wyniku ugryzienia przez psa rękę aż do kończyn po amputacji, tak zaraz po, jeszcze krwawiące xD).
Żeby nie było, że reklamuję kierunek studiów - jest mi szkoda tego bloga. Przypominam sobie, ile energii i radości wkładałam w pisanie każdego rozdziału, każdego opowiadania i chyba trochę za tym tęsknię. Obawiam się jednak, że z wiekiem* straciłam zdolność do kreatywnego myślenia - przynajmniej w kwestii homo-opowiadań z nutkami nihilizmu i często bezczelnością Uruhy. Bo Uruha w moich opowiadaniach jest bardzo do mnie podobny, zwłaszcza kiedy jest bezczelny, sarkastyczny i jego wypowiedzi zalatują dekadentyzmem; mimo wszystko bardzo kochał (kocha?) Aoiego. Muszę się pochwalić, że ostatnio poprawiłam skille w wyjątkowo kretyńskich porównaniach - tylko nie jestem w stanie stwierdzić, czy to by mi pomogło w powrocie do pisania. Ostatnio (przed chwilą) wpisałam w google "aoiha" i.. Serio, nikt nie pisze już fików? NIKT? Naprawdę, podeślijcie mi bloga który w miarę na bieżąco dodaje jakieś opowiadania, bo mam wrażenie, że moje pokolenie albo z pisania wyrosło, albo się wypaliło, albo zapomniało. Zapomniało przez wynikające z pełnoletności obowiązki dnia codziennego**.
Nie obiecuję, że wrócę, i to wrócę z czymś ekstra. Nie mniej jednak miło mi, że chyba ktoś tu jeszcze zagląda. Trzymajcie się cieplutko ;)
*skończone 22 lata to nie przelewki, straciłam już ok. 4% kolagenu xD
**bo tyle moich znajomych jest już w związkach małżeńskich i ma dzieci, że pewnie nie starcza im czasu żeby się po tyłku podrapać
środa, 27 sierpnia 2014
Kilka słów wyjaśnień.
No dobrze. Pewnie osoby, które w jakiś sposób natykają się na tego bloga zauważyły, że od jakiegoś czasu nic się na nim nie pojawia. Na pewno jasne jest, że zawiesiłam coś, z czego początkowo byłam taka dumna. Muszę z przykrością napisać, że najprawdopodobniej zwyczajnie się wypaliłam, pozbawiona motywacji i jakiejkolwiek chęci. Każdy, kto cokolwiek pisze - nieważne, czy to kolejna w cyklu książka, czy opowiadania w internecie - chce wiedzieć, że robi to po coś. Dla kogoś. I chociaż cieszę się z każdego wejścia, choćby przypadkowego, to nie mogę powiedzieć, że ten blog jest czymś, co mnie satysfakcjonuje. Jeszcze się zastanowię, czy nie usunąć bloga całkowicie; na 90% tego nie zrobię z czystego sentymentu, ale kto wie, kiedy te pozostałe 10% uderzy mi do głowy.
Kończąc, chciałabym, żeby prowadzenie tego bloga przynosiło mi taką radość, jak na samym początku. Póki co, poświęcę się street teamowi the GazettE, którego zaniedbałam i zrzuciłam na ramiona koleżanki. Niedługo forum ma "odżyć", więc gdy tylko stanie na nogi, na pewno napiszę tu o tym.
Tymczasem!
Kończąc, chciałabym, żeby prowadzenie tego bloga przynosiło mi taką radość, jak na samym początku. Póki co, poświęcę się street teamowi the GazettE, którego zaniedbałam i zrzuciłam na ramiona koleżanki. Niedługo forum ma "odżyć", więc gdy tylko stanie na nogi, na pewno napiszę tu o tym.
Tymczasem!
piątek, 13 czerwca 2014
Pure beauty 9.
Witajcie! Minęło sporo czasu odkąd cokolwiek tu dodałam.. Przepraszam. Wykręcę się studiami i szpitalem, w którym zmarnowałam prawie trzy tygodnie życia.
Nie dam żadnego nowego opowiadania. Jakoś przywiązałam się do Pure beauty.. Musicie mi to wybaczyć.
Nie dam żadnego nowego opowiadania. Jakoś przywiązałam się do Pure beauty.. Musicie mi to wybaczyć.
Kou nie wiedział, czy się
przesłyszał, czy Kouji naprawdę proponuje mu wykonanie
najstarszego zawodu świata. On miałby się puszczać? Było to dla
niego zawsze abstrakcją; mawiał sobie, że prędzej skończy z
braniem narkotyków, niż da się dotknąć obcemu mężczyźnie. A
jednak teraz się zawahał. Diler po raz kolejny postanowił
wykorzystać to, że Shima nie jest pewien, co właśnie powinien
zrobić.
-Spokojnie, ten facet nie jest żadnym
zboczeńcem. Nie skatuje cię aż tak.
-Aż tak?!
Kouji zaśmiał się.
-O nic się nie martw. Chodź, idziemy.
- mówiąc to, pociągnął oporne ciało Kou i wyprowadził go z
klubu.
Gdy szli, Takashima nawet nie myślał
o tym, że zamierza zdradzić swojego chłopaka. Zaczął za to
myśleć, co zrobić, by tę zdradę ukryć.
Po kilkunastu minutach weszli do
wysokiego apartamentowca w Roppongi.
-Super, będę miał niedaleko do domu.
- mruknął Shima; w końcu mieszkał blisko tej dzielnicy, ba, nawet
mijali po drodze blok, w którym mieszkał z rodziną. Gdy znaleźli
się w windzie, diler przycisnął przycisk ze złotą piętnastką i
już po chwili wjeżdżali na odpowiednie piętro.
-Mieszkanie dwieście dwadzieścia.
-Co?
-Powodzenia.
Mówiąc to, Kouji wypchnął go z
windy i pospiesznie nacisnął zero. Shima nie zdążył zareagować,
bo drzwi się zamknęły. Rozejrzał się nieco desperacko po
otoczeniu; korytarz w prawo i w lewo. Mógł się tego spodziewać.
Najpierw ruszył w prawo, co było dobrą decyzją. Przeszedł kilka
metrów i stanął pod drzwiami mieszkania dwieście dwadzieścia.
Nie myślał już o Yuu, chociaż ile razy to robił, podkreślał,
jak bardzo go kocha. Najwidoczniej narkotyki kochał bardziej.
Zapukał do drzwi, cicho, żeby w razie
czego stwierdzić, że nikogo nie ma w domu i zmyć się jak
najszybciej. Jednak szczęście mu nie dopisało; otworzył mu
mężczyzna w średnim wieku, który na widok Kou uśmiechnął się
niebezpiecznie. „Na litość boską, gdzie ja jestem?”, pomyślał
Shima, wchodząc do środka bez śladu uśmiechu na twarzy.
-Kouji cię przysłał? - spytał
mężczyzna, stojąc w przedpokoju, chociaż Kou nie zamierzał
ściągać butów.
-Tak.
-Ładniutki jesteś. Zadbany, chudy..
On wie, jakich lubię najbardziej.
W tym momencie rudowłosy poczuł, że
zaczyna go mdlić. Uświadomił sobie, że przecież nigdy nie szedł
z żadnym mężczyzną do łóżka, mimo że był zadeklarowanym
gejem. Zaczął się zwyczajnie bać. Bać, że jeśli się spodoba,
to facet zacznie go prześladować i normalnie padnie ofiarą
stalkingu. Zadrżał, gdy właściciel mieszkania pogłaskał go po
policzku. W tym momencie Kou zaczął tęsknić za Yuu i jego
delikatnym dotykiem, a raczej za nim całym. Chciał, żeby
czarnowłosy jakimś sposobem znalazł go, wyciągnął z tego
mieszkania, nakrzyczał, może nawet uderzył żeby się opamiętał
i zabrał jak najdalej stąd.
Ale było to niemożliwe. Niestety.
-Chodź. - wymruczał mężczyzna,
prowadząc go, jak mniemał, do swojej sypialni. - Płacę w herze,
więc oszczędzisz sobie biegania i załatwiania, tym bardziej, że
ostatnio u Koujiego ciężko z w miarę tanim i dobrym jakościowo
towarem.
Shima poczuł, że krążenie odchodzi
z jego dłoni; stały się jeszcze zimniejsze niż zwykle. Czuł, że
to nie jego dłonie. Że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Że
nie powinien należeć do tego świata. Że jego miejsce jest przy
Shiroyamie, że.. Nagle usłyszał swój własny głos.
-Najpierw towar. - powiedział zimnym
tonem, według dobrze znanej zasady. To on powinien dyktować
warunki. Mężczyzna zmierzył go uważnie wzrokiem, lecz uśmiechnął
się.
-Widzę że wiesz, czego chcesz. Podoba
mi się to. - powiedział, po czym sięgnął do szuflady i wyciągnął
trzy opakowania ze staniolu. - Zwykle daję jedną działkę; ale tak
mi się spodobałeś, że dostaniesz trzy. Zobaczymy, czy będziesz
tego wart..
Kou wyczuł moment. Gdy jego towarzysz
zaczął się rozbierać, schował trzy działki do kieszeni i puścił
się biegiem do wyjścia. Przesunął szybko zamek i uciekł;
wiedział, że nie będzie biegł za nim, bo przecież nie wybiegnie
na klatkę w samej bieliźnie. Postanowił nie jechać windą, żeby
nie mógł go zaskoczyć na jakimś piętrze; zbiegł z piętnastego
piętra schodami, po czym wypadł z klatki prosto na podwórko.
Padało.
Kiedy wszedł do mieszkania, ściągnął
szybko buty i kurtkę, po czym schronił się w swoim pokoju.
Opanowanie oddechu i przyspieszonego pulsu nie było zbyt proste; nie
dochodził do niego fakt, że właśnie uciekł swojemu potencjalnemu
klientowi. Kouji go zabije. To więcej, niż pewne.
-Jaką kupiłeś bluzę? - spytała
mama, wchodząc do jego pokoju.
-Bluzę? Ach.. Nic mi się nie
spodobało, więc pójdę znowu za tydzień, może zmienią kolekcję.
Kobieta kiwnęła głową i wyszła z
jego pokoju. Rzucił się na łóżko, zamykając oczy; a chciał być
tylko zwyczajnym studentem. Nie spodziewał się, że wpakuje się w
to wszystko. Spróbował ponownie zadzwonić do Yuu; nie odebrał.
Poczekał, aż wszyscy pójdą spać,
po czym zamknął się w łazience z całym sprzętem. Strzykawka,
kwasek, łyżeczka, zapalniczka – to wszystko było mu potrzebne.
No i narkotyk. Wysypał jedną działkę na łyżeczkę, dolał do
niej roztwór z kwasku by wszystko się rozpuściło, po czym
wszystko wciągnął do strzykawki. Na szczęście miał widoczne
żyły, więc nie musiał obwiązywać ramienia. Po prostu wkuł się
i powoli wcisnął tłoczek. Kilka sekund później urwał mu się
film i osunął się po ścianie prosto na zimne kafelki.
Przebudził się dopiero rano, lecz nie
mógł się ruszyć. Nie wiedział, co było w tej heroinie, że tak
dziwnie go trzepnęła; czuł się kompletnie sparaliżowany.
Najgorsze było to tłuczenie, które rozległo się w jego głowie;
dotarło do niego, że ktoś puka do drzwi.
-Kto tam jest? - spytał się
dziewczęcy głos; to jego siostra. Ona o wszystkim wiedziała.
Powoli zmienił pozycję na taką, by móc się doczołgać do drzwi.
W międzyczasie wyciągnął strzykawkę ze zgięcia łokcia i
schował ją między szamponami. Gdy dotarł do drzwi, uniósł się
z wielkim wysiłkiem i przekręcił zamek tak, by dziewczyna mogła
wejść do środka. Potem opadł na podłogę.
-Kou? - szepnęła, gdy zobaczyła
brata leżącego na kafelkach. Weszła do łazienki, zamknęła z
powrotem drzwi i kucnęła przy nim.
-Zemdlałem. - wymamrotał, chociaż
czuł, że siostra całkiem go przejrzała. Widział to w jej
zrozpaczonych oczach; po prostu była bezradna i wcale się jej nie
dziwił. Sam by nie wiedział jak ma postąpić na jej miejscu.
Pomogła mu wstać i bezszelestnie przeszli do pokoju Kou.
-Powiedziałeś Yuu? - spytała.
-Nie odebrał ode mnie telefonu.
-Ale ode mnie odbierze. - powiedziała
stanowczo, po czym wzięła komórkę brata i spisała numer Yuu.
Przepisała go do swojego telefonu i już po chwili dzwoniła do
czarnowłosego. - Yuu? Tu siostra Kou. Ani mi się waż odkładać
słuchawkę! Mój brat ma spory.. Problem. Uzależnił się.
Shima nie mógł tego słuchać. Leżał
na łóżku, toteż zasłonił uszy poduszką i zacisnął powieki.
Po kilku minutach poczuł, jak siostra klepie go w ramię.
-Zaraz tu będzie.
Rudowłosy czuł się dziwnie pusty,
gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć jego siostra,
której podziękował skinieniem głowy, gdy tylko wprowadziła Yuu
do jego pokoju. Czarnowłosy wyglądał, jakby ktoś dał mu w twarz;
nieświadomość tego, co działo się z jego własnym chłopakiem
zabolała go. Nawet bardzo.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? -
spytał, siadając na miękkim materacu łóżka.
-Bo nie chciałeś ze mną rozmawiać.
Dla ciebie studia są ważniejsze, niż ja.
-A dla ciebie widocznie narkotyki są
ważniejsze ode mnie.
-Nie odwracaj kota ogonem! Wiesz, w co
prawie wpakował mnie diler, u którego kupowałem? Nie wiesz. Bo cię
przy mnie nie było. Przez ostatnie tygodnie byłem zdany na siebie i
na niego, czy mi sprzeda coś czy nie, czy zaprowadzi mnie do
jakiegoś mężczyzny, czy..
-Słucham?! Byłeś w łóżku z jakimś
obcym facetem?
-Wysłuchasz mnie do końca? Nie byłem.
Dał mi co chciałem i uciekłem. Nie umiałbym się oddać komuś,
kogo nie kocham. A kocham tylko ciebie. - dodał cicho, czując, że
zaraz się rozpłacze.
Dopiero teraz Yuu przyjrzał się
Takashimie. Uniósł jego koszulkę; mógł policzyć wszystkie
żebra, kości biodrowe alarmująco wystawały, a twarz poszarzała i
zapadła się.
-Gdzie się podziała moja pięknota? -
spytał czarnowłosy, po czym uniósł dłoń i pogłaskał go po
twarzy.
-Chyba umarła. - przyznał Kou,
spoglądając w ciemne oczy swojego partnera. - A przynajmniej tak
się czuje.
-Kiedy masz pierwszy egzamin?
-Za dwa tygodnie.
-Musisz przestać. Robimy odwyk.
-My?
-Chyba nie myślałeś, że zostawię
cię z tym samego?
-To świetna okazja, bo czuję, że
łapie mnie głód. Jest tylko jeden mały haczyk. Moi rodzice nie
mogą się o niczym dowiedzieć.
Kou miał wrażenie, że Yuu czuje się
winny. Winny tego, że przeoczył coś ważnego. Poczuł, że może
się podnieść, więc usiadł i przysunął się do czarnowłosego.
-Dziękuję. - wymamrotał, po czym
objął go drżącymi ramionami. Położył głowę na jego ramieniu
i znowu poczuł się tak spokojny, jak nigdy w życiu. Shiroyama
uśmiechnął się, choć tak naprawdę czuł się paskudnie; zdał
sobie sprawę z tego, dlaczego źrenice Kou były tak małe, kiedy
się w nie ostatnio wpatrywał.
-Ile będziesz u Yuu?
-Nie mam pojęcia. Tyle, ile będzie
tego.. Wymagała sytuacja. - powiedział Kou, po czym zarzucił na
siebie kurtkę i wyszedł u boku czarnowłosego z mieszkania. Siostra
stała przy drzwiach dopóki nie zniknęli na schodach. Dopiero teraz
Shima poczuł, jak bardzo jej na nim zależało.
-Powiedz mi.. Ile to trwa? - spytał
Yuu po drodze do mieszkania, które zajmował z rodziną.
-Jakieś dwa miesiące.
-Ach.. To może nie będzie tak ciężko.
Przygotuj się na skurcze mięśni, żołądka, i.. Właśnie,
przydałoby się coś na uspokojenie. Poproszę mamę, jej
przyjaciółka jest lekarką. Może coś ci przepisze.
-Skąd wiesz, jak to wszystko
przebiega?
-Dużo modelek bierze kokainę albo
heroinę. Zazwyczaj to pierwsze, żeby się lepiej czuć. Ale
niektóre biorą drugą opcję. - mruknął Yuu, po czym wyciągnął
klucze i otworzył mieszkanie. Na jego ramieniu gościła torba z
rzeczami Kou, którą od razu zaniósł do swojego pokoju. Shima
poszedł za nim; w kieszeni jego spodni wciąż gościły dwie
działki z wczorajszego dnia.
niedziela, 26 stycznia 2014
Pure Beauty 8.
Witajcie! Strasznie przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale miałam mnóstwo roboty; do dzisiaj śni mi się krzywa Gaussa robiona w excelu i sprawozdanie na 60 stron, do którego była potrzebna. Wrzucam coś na szybko, ponieważ zaraz zaczyna się sesja, a ja ledwo zaczęłam się uczyć..
Siedział przy Yuu jeszcze kwadrans,
zanim ten się obudził. Gdy tylko to nastąpiło, uśmiechnął się
i przytulił mało rozumiejącego co się wokół niego dzieje
chłopaka.
-Dzień dobry. - mruknął, pocierając
nosem o jego ramię. Czarnowłosy uśmiechnął się półprzytomnie,
obejmując Shimę ramionami.
-Jak tam głowa?
-Znacznie lepiej, dziękuję.
Kou wyplątał się z jego objęć, by
wstać z materaca. Obserwował, jak Shiroyama podnosi się z łóżka;
zmierzył wzrokiem szczupłą figurę chłopaka, zahaczając o każdy
mięsień. Tak, stanowczo był lepiej umięśniony od niego samego,
który swoją posturą bardziej przypominał zapałkę. No cóż.
-Masz ocet? - spytał Shima,
wygładzając koszulkę na swoim płaskim brzuchu.
-Po co ci ocet?
-Spróbuję, jak smakuje.
Yuu pokręcił głową, chcąc odwieźć
go od tego pomysłu. Na nic; jak Kou się na coś uparł, to na amen.
Poszli oboje do kuchni, gdzie czarnowłosy wyciągnął z szafki
butelkę octu jabłkowego. Podał ją Shimie, razem ze szklanką
wody. Gdy rudowłosy pociągnął łyk, niemal od razu się
zakrztusił.
-I co, nadal chce ci się praktykować
te wszystkie przyzwyczajenia modelek? - spytał Yuu, marszcząc nieco
brwi; wiedział doskonale, że ocet jest paskudny w smaku. Sam
próbował.
-Jeśli to ma mi pomóc utrzymać
sylwetkę..
-Oszalałeś. Nie warto się tak
męczyć.
„Nie tylko to jest niewarte męki”,
pomyślał Kou, lecz nie powiedział tego na głos. Tak jak
postanowił, swój narkotykowy problem chwilowo przemilczy.
Minął miesiąc, więc przyszedł czas
na wpisy do indeksu z przedmiotu, które wymagały zaliczenia na
ocenę. Wchodząc do laboratorium chemicznego uświadomił sobie, że
nie wie, co ma na koniec.
-Czy każdy zna swoją ocenę? -
spytała prowadząca, zdając się czytać w myślach Shimy.
Przytaknął, bo co miał zrobić? Gdy powiedziała jego nazwisko,
podszedł do niej z indeksem i kartą zaliczeniową. „Dobry. Nie
jest źle”, pomyślał z uśmiechem, po czym wrócił na miejsce.
Oczywiście Mari musiała dostać piątkę na koniec, ale wcale go to
nie zirytowało; zasłużyła sobie.
-Ej, Mari, jesteś pewna, że to jest
dobrze ułożone? - spytał na następnych zajęciach, gdy dokańczali
układanie kariogramu. Gubił się w grupach, w homologach i poważnie
bał się o efekt końcowy.
-Nie. - odparła dziewczyna, marszcząc
brwi. Układali chromosomy w pary już przez drugie zajęcia, a
należało dodać, że od tego zależała ich ocena końcowa i ilość
punktów. Dzień wcześniej pisali jeszcze z Atsuko sprawozdanie,
które nie wiedzieli, jak ma być skonstruowane. Studiowanie to
jednak ciężki chleb.
-Popatrz, to do siebie nie pasuje.
-Kou, zamknij się. Nic innego nie
pasuje.
-Dobra, niech zostanie tak, jak jest.
Najwyżej dostaniemy kariogramem w twarz. - zażartował chłopak,
lecz wcale nie było mu do śmiechu. Chciał mieć piątkę z
biologii komórki, bo na tym przedmiocie zależało mu najbardziej.
-Przyklejaj to.
-Dlaczego czarna robota zawsze spada na
mnie? - spytał z pretensją; czy to dlatego, że był mężczyzną?
One były kobietami. Chciały równouprawnienia, to niech teraz kleją
te chromosomy. Westchnął w końcu i zaczął kleić; w razie czego
pretensje będą mogły mieć same do siebie. Klejenie było
uciążliwe, nie zawsze potrafił dostrzec centromery, więc był
zdany na łaskę losu i jakiejś siły wyższej, która mówiła „tu
jest centromer, przyklej go na linii”. Naprawdę okropna robota.
Palce miał całe poklejone; jedyną satysfakcją było to, że
przypomniał sobie, iż za jego sesję Yuu dostał piątkę na
zaliczeniu; ale nie mógł powiedzieć koleżankom z grupy
„Słuchajcie, mam wyjebane, mój chłopak dostał pięć za moją
piękną twarz, więc możecie mi naskoczyć”. Tak naprawdę lubił
je, więc choć z początku chciał się wymigać od poklejonych
palców, to tak naprawdę nie było to większym problemem. Tylko ta
odpowiedzialność, której chciał uniknąć. Znowu ona. Miał z nią
spory problem; nie potrafił wziąć odpowiedzialności za siebie
samego, a co dopiero za kogoś albo za wspólną pracę.
No tak. Przecież był w ciągu. To
wystarczająco dowodziło braku jego odpowiedzialności.
-Skończyliście? - spytała pani
doktor, zaglądając im przez ramię.
-Właściwie to.. A niech będzie. -
mruknęła Mari, po czym podstawiła kariogram prowadzącej pod nos.
Pani usiadła, po czym zaczęła się przyglądać i porównywać
chromosomy ze wzorcem.
-Ten jest dobrze, ale ten powinien być
zamieniony z tym. Ale nie szkodzi, wciąż są w jednej grupie, więc
to nie jest błąd. To dobrze, to dobrze.. Ten powinien być tu, ten
tu, a ten tam.
-Ale nie jest to błąd?
-Nie. Oo, ale to już tak. Ten nie jest
homologiem tego.
W sumie mieli trzy błędy, czyli w
granicach dopuszczalnego błędu. Dostali punkt i zaraz prowadząca
zawołała Kou i Mari do siebie. Mari usiadła na krzesełku z
indeksem i kartą wpisu; dostała bardzo dobry. Takashima zerknął
ukradkiem na kartę obecności i punktów; ponad 13 punktów. Bardzo
dobry.
Chwila, on? Bardzo dobry?
Musiał zamrugać i przyjrzeć się
nieco mniej ukradkiem, by się upewnić. Miał więcej punktów od
Mari! Więc jednak odzywanie się na zajęciach nie było takim złym
pomysłem. Szczęśliwy podał kartę i indeks pani doktor; jego
pierwsza – i jedyna – piątka. Wyszedł z laboratorium z
uczuciem, że może jednak da sobie radę. Nie tylko na studiach.
Tak. Narkotyki wciąż siedziały w
jego głowie; każde kieszonkowe bądź inne pieniądze przepuszczał
na krótkich spotkaniach z Koujim. A gdyby tak wsypać go na policji?
Wtedy nie miałby dostępu do heroiny, bo nie znał innego dilera.
Wszystko przekalkulował, wchodząc po schodach; mało mu się to
opłacało. Znając ten świat, zapłaciłby własną głową. A on
swoją głowę dość lubił.
-Nie, to nie wchodzi w grę. -
wymruczał do siebie, przyciskając kąciki oczu. Zamiast na wykład
z fizyki, skierował się do domu.
Gdy tylko wszedł do swojego pokoju
zauważył, że coś jest nie tak. Tym czymś była siostra, siedząca
na jego łóżku.
-Coś się stało? - spytał; była
blada.
-Ty bierzesz. - powiedziała bez
ogródek.
-Skąd ci to przyszło do głowy? -
spytał, śmiejąc się. Tak zawsze reagował, gdy ktoś spoglądał
w jego źrenice i to sugerował. Wykręcał się, że to wina
światła.
-Ty pewnie nie zauważyłeś, ale
zmieniłeś się. Stałeś się dziwnie spokojny, a zawsze należałeś
do nerwowych ludzi. Masz na wszystko wywalone, izolujesz się od nas,
na dodatek nie widziałam, żebyś ostatnio kupił sobie coś nowego,
a ty przecież ciągle latałeś po sklepach. No i kasa, którą ode
mnie pożyczasz. Na co ją przepuszczasz? Nie masz nowych ubrań ani
kosmetyków, ani niczego takiego.
-Grzebiesz mi w szafie?
Dziewczyna, jego zwyczajem, przycisnęła
kąciki oczu.
-Nie zaprzeczysz, że bierzesz, tylko
pytasz, czy grzebię ci w szafie? Pięknie, Kou. Yuu już wie?
-Przecież nie biorę!
Siostra wyrwała torbę z jego ręki i
wyrzuciła jej zawartość na łóżko. Wiedział, że wpadł; z
torby wysypały się nie tylko zeszyty, długopisy, portfel, indeks i
karta, ale też srebrna folia, w której zawsze był narkotyk.
Aha. No i strzykawka zawinięta w małą
reklamówkę. Już dawno przestał tylko wciągać. Gdy dziewczyna
zobaczyła to, miała ochotę się rozpłakać.
-I może to nie jest dowód twojej
narkomanii?
-No dobrze, jest. Nie mów nikomu.
Proszę. Zrobię co tylko zechcesz.
Wiedział, że jego siostra należy do
ludzi, którzy uwielbiają szantażować innych, więc spodziewał
się jakichś wygórowanych warunków milczenia.
-Nie powiem. Ale musisz powiedzieć o
tym Yuu, żeby ci pomógł. Nie chcę stracić brata. Nie chcę,
rozumiesz?
Kou kiwnął głową. Dziewczyna wyszła
z pokoju, zamykając za sobą starannie drzwi. Zaczął analizować
jej słowa; aż tak się zmienił? Naprawdę tego nie zauważył, ale
w sumie nic dziwnego. Był niemal ciągle odurzony, pogrążony we
własnym świecie. Kochał tylko siebie. I Yuu.
Właśnie, Yuu. Nie mógł mu tego
dłużej robić. Nie mógł i nie chciał.
-Musimy porozmawiać. - powiedział
przez telefon fotografowi.
-Kou, chciałbym, ale jest koniec
semestru i muszę wkuwać tych wszystkich czołowych fotografów i
ich koncepcje. Obiecuję ci, że po następnym zaliczeniu znajdę
czas.
-Ale ty nie rozumiesz..
-Idę się uczyć. I tobie też radzę.
- powiedział Yuu, po czym rozłączył się.
Shima spodziewał się, że każdy może
go zawieść. Mama, tata, siostra, koleżanki i koledzy ze studiów,
ale nie on. Zacisnął pięści; normalnie jakby życie uparło się
wpychać go w to bagno. Wciąż i wciąż przydarzały mu się
okazje, przez które musiał brać.
Tak było i tym razem.
-Mamo, pożyczysz mi cztery tysiące
jenów? - spytał, wchodząc do kuchni.
-A dlaczego szepczesz? - kobieta
uśmiechnęła się, po czym sięgnęła po portfel. - Chwileczkę,
nie dostałeś czasem kieszonkowego w zeszłym tygodniu?
-Tak, ale bluza mi się rozwaliła i
potrzebuję na nową. - skłamał. Właściwie ostatnio ciągle to
robił; przeraziła go łatwość, z jaką wymyślał różne
kłamstwa na poczekaniu. - Ta z napisem..
-Wiem, która. Twoja ulubiona. Dobrze,
idź i kup sobie nową.
Kou uśmiechnął się w podziękowaniu,
schował pieniądze i szybko ubrał się, by móc wyjść do klubu,
gdzie zawsze był Kouji.
Mimo uśmiechu na twarzy w środku był
z siebie niezadowolony, że znowu ulega złym emocjom. Powinien iść
odreagować na siłownię, by zadbać trochę o własne ciało.
Właśnie, ciało; przedtem był chudy, ale w ciągu tego miesiąca
schudł prawie sześć kilo. Tak naprawdę to potrzebował na nowe
ubrania, bo tamte były na niego luźne; ale narkotyki były dla
niego ważniejsze. Ubrania można przerobić na mniejsze. Przecież w
internecie jest wszystko.
Gdy wszedł do klubu, wyszukał
wzrokiem znajomą wychudzoną sylwetkę. Przyjrzał się dilerowi z
daleka; był nie tylko chudy, ale i zapadła mu się twarz, przez co
oczy wyglądały na większe. Dopiero po dłuższej chwili podszedł
do niego.
-Masz coś dla mnie?
-Przykro mi, nie. Poza tym cena wzrosła
do dwunastu tysięcy.
-Co?! Jeszcze przedwczoraj chciałeś
osiem!
-Takie są prawa rynku. Ale wiem, kto
ci sprzeda działkę nie za pieniądze.
-A za co?
Kouji uśmiechnął się
niebezpiecznie; wtedy Shima dowiedział się, jak wygląda czaszka,
która się uśmiecha. Przerażający widok.
-Za cenę twojej dupy.
piątek, 20 grudnia 2013
Pure Beauty 7.
Witam Was! Jak przedświąteczne nastroje? Mam nadzieję, że wszyscy spędzicie święta spokojnie i dostaniecie wymarzone prezenty; jako, że nie będę dodawać już niczego przed świętami, życzę Wam wszystkim wesołych i radosnych świąt. A teraz miłego czytania!
Shimie tak dobrze się leżało na
ramieniu Yuu, że zasnął; obejmował go w pasie, cicho pochrapując
przez rozchylone wargi. Czarnowłosy nie miał serca go budzić, ale
w końcu musiał wstać; wołała go matka, która właśnie zrobiła
kolację. Kolację? To aż tyle leżeli na jego łóżku?
-Kou-chan, wstawaj. - mruknął,
trącając delikatnie ramię chłopaka. Nie podziałało, nadal spał
w najlepsze, więc Yuu wpadł na inny pomysł. Podniósł się
ostrożnie i zawisł nad rudowłosym, wpatrując się w jego śpiącą
twarz. Najpierw musnął ustami policzek Shimy; na nic. Pocałował
go w nos – nadal spał. Zdecydował się na ostateczny krok;
przytknął swoje wargi do jego, rozchylił je językiem i wtargnął
nim do ich wnętrza. Usłyszał po chwili dziwny, zduszony jęk;
podziałało. Uniósł spojrzenie znad jego nosa na oczy i uniósł
lekko kąciki ust, jakby chciał się uśmiechnąć. Po chwili
oderwał się od niego.
-Witamy w świecie żywych. -
zażartował Yuu, siadając na biodrach Kou. Pomyślał w duchu, że
wygląda wyjątkowo rozkosznie, taki zaspany i ze śpioszkami w
kącikach oczu; palcami uniesionej dłoni wyciągnął delikatnie
śpioszki, które wytarł w chusteczkę. Rudowłosy mruknął coś
niewyraźnie. Najwidoczniej jeszcze się nie obudził.
-Ile spałem? - spytał niemrawo,
unosząc się na łokciach.
-Jakieś cztery godziny.
-Co? To która jest?
-No.. Dwudziesta.
Shima zaklął; obiecał sobie i
jakiejś sile wyższej, że wróci w miarę wcześnie do domu i zrobi
coś na obiad. Do tego ta potworna migrena, która zaczęła go
łapać; ból był niemal nie do wytrzymania. Położył się z
powrotem i przyłożył palce do skroni, by je pomasować. Nic z
tego; nadal bolało jak cholera. Zacisnął powieki, jakby to miało
sprawić, że przestanie boleć.
-Słuchaj, nie masz jakiejś tabletki
na ból głowy?
-Chwileczkę.
Yuu zszedł z jego bioder i poszedł do
kuchni, skąd wziął tabletkę i szklankę z wodą. Przyniósł ją
chłopakowi; ten połknął posłusznie pigułkę i popił,
przymykając po chwili oczy. Miał nadzieję, że pomoże.
Czarnowłosy wpatrywał się z troską w twarz swojego.. Chłopaka?
Partnera? Mniejsza o nazwę; był dla niego bardzo ważny. Pogładził
go po policzku; był dziwnie ciepły. I blady.
-Może jesteś chory?
-Nie, nie. To pewnie ciśnienie. -
odparł Kou, kładąc dłoń na kolanie chłopaka. Gdy drzwi pokoju
otworzyły się, nawet nie miał czasu na cofnięcie dłoni; ale to
była tylko Yumi, przed którą nie musieli się ukrywać. Dziewczyna
uśmiechnęła się, widząc rękę Shimy na kolanie swojego brata;
zawsze bała się, że Yuu zostanie sam. Wszystko przez to, jaki
zaganiany niegdyś był. Na szczęście to się zmieniło; dla Kou
zawsze znalazł czas. Tak jak teraz, kiedy leżeli razem już którąś
godzinę z rzędu.
-Kolacja. - powiedziała, po czym z
nieschodzącym z twarzy uśmiechem wyszła z pokoju. Shima z trudem
podniósł się z materaca, wszystko przez ten ból głowy. Tabletka
nie pomagała ani trochę, a on czuł, że jak zje, to zrobi mu się
jeszcze bardziej niedobrze. Mimo tego usiadł przy stole i spróbował
zjeść makaron z sosem, który podała mu mama Yuu. Zjadł całą
porcję, podziękował i czym prędzej wrócił do pokoju
czarnowłosego, gdzie zwinął się na materacu z dłońmi przy
głowie. „Niech to się wreszcie skończy”, pomyślał, mając
niemal łzy w oczach z bólu.
-I jak? - spytał troskliwie Yuu,
siadając obok Shimy.
-Boli. - jęknął w odpowiedzi,
czując, jak po jego policzku spływa kilka łez spowodowanych bólem.
Czuł się okropnie, a każda próba podniesienia się kończyła
zawrotem głowy.
-Zostań ze mną. Odpuszczę sobie
jutro zajęcia i zostanę z tobą. - postanowił czarnowłosy,
głaszcząc rudawe włosy chłopaka. - A ja tymczasem przejdę się
do apteki. Tabletka, którą ci dałem, była na zwykły ból głowy.
Kupię coś na migrenę.
-Jest prawie dziewiąta wieczór.
Musiałbyś iść do całodobowej.
-Poszukam. Poczekasz na mnie tutaj?
-Poczekam.
W tym momencie Kou zdał sobie sprawę
z tego, ile musi znaczyć dla tego chłopaka, skoro ten wychodzi
wieczorem z domu by poszukać dla niego tabletek.
Minęło pół godziny, a Yuu nadal nie
było. Shima był coraz bardziej zaniepokojony; było trochę późno,
więc kto wie, co mogło mu się stać po drodze.
-Gdzie jesteś? - wyszeptał. Podniósł
się z łóżka i wziął swoją torbę, w której miał butelkę
wody. Zauważył w środku coś świecącego; zmroziło go, kiedy
zobaczył kwadracik z folii. Zupełnie o nim zapomniał, wszystko
przez ból głowy. Może głowa rozbolała go właśnie z braku
narkotyków? Nie, niemożliwe, przecież od jednego razu nie można
się fizycznie uzależnić. Psychicznie owszem, ale objawy somatyczne
to zupełnie inna bajka. Rozejrzał się po pokoju, jakby się bał,
że ktoś go podgląda; postanowił zaryzykować. Wszystko odbyło
się jak za pierwszym razem: wyciągnął banknot, wsunął jeden
jego koniec do folii, a drugi do nosa, po czym szybko wciągnął
proszek. Zdążył jeszcze wrzucić staniol do swojej torby, przykryć
go zeszytami i odłożyć wszystko na krzesło. Potem złapała go
senność.
-Kou, śpisz?
Było już około jedenastej, gdy
usłyszał to pytanie. Podniósł ociężałą głowę, by spojrzeć
na Yuu; wydawał się być za taką leciutką mgiełką.
-Nie.. To znaczy, zdrzemnąłem się na
moment.
-Mam dla ciebie tabletki. I coś do
popicia.
Na dłoni Yuu spoczywały dwie podłużne
tabletki, a w drugiej ręce gościła szklanka z wodą. Shima nie był
pewny, czy powinien je zażywać; w kontakcie z narkotykiem mogło to
być niebezpieczne.
-Dlaczego tak długo cię nie było? -
spytał, próbując odwrócić uwagę od leków. Czarnowłosy usiadł
na materacu łóżka, wzdychając cicho.
-Musiałem pojechać metrem do
sąsiedniej dzielnicy, bo u nas jedyna całodobowa apteka jest w
remoncie. Trochę mi zeszło, zanim ją tam znalazłem.
No tak, to było całkiem zrozumiałe.
Yuu wyciągnął tabletki w stronę Kou; nie było odwrotu. Musiał
je połknąć i zrobił to z nadzieją, że nie wywołają jakiejś
niebezpiecznej reakcji z substancją, którą zażył nie tak dawno.
Co prawda ból głowy prawie zniknął, bo heroina znieczulała go na
to, ale mimo wszystko nie chciał odmawiać zażycia leku. To byłoby
zbyt podejrzane; i tak się bał, że Yuu zacznie grzebać w jego
torbie i znajdzie kawałek folii z resztkami proszku. Shima
westchnął, przymykając powieki. Czuł się przytłoczony tym
wszystkim. Czarnowłosy źle odebrał jego westchnienie; wziął je
za objaw okropnej migreny. Położył się przy nim, przytulił i
pocałował go w czoło, niczym małe dziecko. Rudowłosy spojrzał
na niego; uśmiechnął się.
-Dziękuję za wszystko. - mruknął,
będąc mu wdzięcznym za opiekę, ale i uczucie, którym go darzył.
-Nie ma za co. Prześpij się, pójdę
na moment do Yumi.
-Śpi?
-Tak, zasnął. To trochę dziwne, że
on tyle śpi. Jak przyszedłem, spał, teraz też.
-Może to działanie tych tabletek? Nie
przejmuj się. - dziewczyna wzruszyła ramionami, kierując po chwili
swój wzrok na ekran laptopa; na nim gościło zdjęcie modelki
umalowanej przez Yumi w stylistyce gyaru; sztuczne rzęsy,
powiększający oczy makijaż. Yuu przyjrzał się jej krytycznie.
-Nie podoba mi się ta estetyka
kompletnie.
-Mi też nie, wolę ostrzejsze klimaty.
Ale zlecenie to zlecenie.
Czarnowłosy kiwnął głową,
wpatrując się tępo w zasłonięte niebieskimi soczewkami oczy
modelki. Cieszył się, że z Kou nie było takich problemów;
chociaż jak się go pomalowało, był ładniejszy od niejednej
dziewczyny. Kiedy tak myślał, ze zdziwieniem zauważył, że
dziewczyna na zdjęciu prawie nie ma źrenic. Zdziwił się jeszcze
bardziej, gdy uświadomił sobie, że oczy Kou wyglądały
identycznie, gdy popatrzył na Yuu ostatni raz przed zaśnięciem.
Dwie godziny później postanowił, że
położy się obok Shimy. Ściągnął z siebie niemal wszystkie
ubrania, po czym ostrożnie ułożył się na materacu. Nie chciał
go obudzić.
-Dobranoc. - wymruczał mu do ucha,
całując je po chwili. Położył dłoń na jego ramieniu; ze
zdziwieniem zauważył, że jest zimne. Podniósł się i spojrzał
na twarz Shimy; wyglądała normalnie, jak każdego człowieka, który
śpi. Uspokoił się myślą, że widocznie ramię było zimne ze
względu na to, że przykrył się tylko od pasa w dół. Zaraz
podciągnął kołdrę wyżej i przytulił go do siebie, tak, by móc
ogrzać nieco zmarznięte ciało.
Nie mógł w nocy spać. Nie wiedział,
czy to zimne ramię nie dawało mu spokoju, czy też te zmniejszone
źrenice. Czego mogły być wynikiem? Nie wiedział.
Nie wiedział, jak bardzo jest naiwny.
Rano Kou obudził się z uczuciem, że
spał zdecydowanie zbyt długo. Przekręcił się na plecy; zauważył
czarnowłosego, który nadal był pogrążony we śnie. Zerknął na
zegarek; była dziesiąta. Uświadomił sobie, że nawet nie
powiadomił matki, gdzie spędza noc. Podniósł się z materaca i
pogrzebał w torbie, ignorując folię namolnie wciskającą mu się
między palce. Chciał o niej jak najszybciej zapomnieć.
W końcu wyciągnął telefon. No tak,
dźwięki były wyciszone, więc nie słyszał, jak mama dzwoni.
Postanowił do niej zadzwonić. W tym celu wyszedł na korytarz.
-Cześć mamo. Nie, tylko nie krzycz,
jestem u Yuu. Potwornie bolała mnie głowa i stwierdziliśmy, że
najbezpieczniej będzie zostać u niego. Tak, wrócę na kolację.
Cześć.
Wrócił do sypialni. Spojrzał na
sylwetkę chłopaka i poczuł wyrzuty sumienia, że go okłamuje;
może powinien mu powiedzieć o narkotykach? Nie, zbyt duże ryzyko,
że go zostawi, a Kou bardzo by tego nie chciał. Z drugiej strony w
związkach najważniejsze było zaufanie i szczerość.
Bardzo długo bił się z myślami,
ostatecznie postanawiając, że na razie przemilczy swój problem.
czwartek, 12 grudnia 2013
Pure Beauty 6.
Witam wszystkich~ jak się macie? Mam dziwne wrażenie, że im bliżej świąt, tym czas biegnie coraz szybciej i szybciej, a na studiach coraz bardziej nas cisną. Dzisiaj kolejny rozdział Pure Beauty, którego napiszę chyba miliard partów i będzie to druga moda na sukces.
Następnego dnia wstał o dziwo przed
zadzwonieniem budzika, który zwykle nastawiał na szóstą
trzydzieści, jeśli miał na ósmą. Tym razem zbudził się o
szóstej dziesięć i nie miał zamiaru tych dwudziestu minut spędzić
na leżeniu. Wstał, poszedł umyć twarz i wrócił do pokoju, żeby
się ubrać. Wybrał białą koszulkę z wzorem karty as i
najzwyklejsze, czarne spodnie. Czerń i biel to kolory, w których
czuł się bezpiecznie. Wrzucił zeszyty z chemii i biologii
człowieka do torby, narzucił na siebie kurtkę, założył buty i
wyszedł.
Wszystko byłoby jak zwykle, gdyby nie
znajoma postać stojąca pod jego klatką.
-Cześć, pamiętasz mnie? - spytał
chłopak, zaczepiając Shimę. Ten przyjrzał mu się uważnie;
zapadła twarz, podkrążone oczy i wychudzona sylwetka.
-Kouji, tak? - spytał, choć doskonale
wiedział, że to on. - Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?
Zaniepokoiło go to. Przecież nic mu
nie obiecywał, żeby ten miał teraz przychodzić pod jego dom.
-Powiedzmy, że mamy wspólnych
znajomych. - odpowiedział wymijająco Kouji. - Słuchaj, to jak?
Zostaniesz moim klientem? Co jakiś czas mogę ci spuszczać z ceny.
Kou westchnął, przyciskając kąciki
oczu; zbliżała się migrena. Nie wiedział, co ma zrobić, a diler,
widząc jego niepewność, uśmiechnął się lekko. Wyczuł jego
słabość i skłonność do nałogów, jaką najpewniej przejawiał.
Poprowadził rudowłosego za budynek, gdzie nie było żadnej żywej
duszy. Nie o tej porze; wyciągnął z torby mały kwadracik z folii
i wcisnął go w rękę Shimy.
-Proszę, trzymaj. Widzę, że
niewyraźnie się czujesz.
To nie była prawda. Po wczorajszym
dniu czuł się wspaniale, ale nie potrafił mu odmówić. Może
nawet nie chciał?
-Ile jestem ci winien?
-8 tysięcy jenów.
Gdy Kou to usłyszał, zawahał się.
Za taką cenę miałby mniej więcej wstęp na koncert ulubionego
zespołu, a teraz tak po prostu wyciągnął sumę z portfela i podał
ją Koujiemu. Schował narkotyk do torby i czym prędzej mu uciekł,
by nie patrzeć na tę czaszkę powleczoną cienką powłoką skórną;
sam był chudy, ale jeszcze wyglądał w miarę zdrowo. W Koujim
niemal nie było już nic ludzkiego. Wzdrygnął się; nie chciał
tak wyglądać, a mimo tego nie odmówił i zapłacił. Dobrze, że
wyszedł wcześniej z domu, dzięki czemu się nie spóźnił na
wykład z chemii. Pod salą spotkał Takanoriego.
-Cześć. - przywitał kolegę,
uśmiechając się do niego. Nie potrafił jednak ukryć
zdenerwowania, które zagościło w nim po spotkaniu z Koujim;
przejawiało się to przez trzęsące się ręce i rozglądanie się
na boki. Tak, jakby się bał, że ktoś go przyłapie na posiadaniu
narkotyków.
-Dlaczego jesteś taki zdenerwowany? -
spytał Taka, przyglądając mu się uważnie. - Ach, tak! Dzisiaj
kolokwium z chemii, dlatego.. - stwierdził.
Shima popatrzył na niego z
przestrachem.
-Jakie kolokwium?!
-No z zadań.. Obliczanie pH i kąta
przebiegu reakcji.
Kou jęknął, załamując ręce.
Kompletnie zapomniał o tym teście. W sumie nie żałował, że się
nie uczył, bo wieczór spędził z Yuu. Podejrzewał, że i tak by
się niczego nie nauczył.
-Umiesz coś?
-A czy ja wyglądam na kogoś, kto
rozumie chemię? - spytał retorycznie Matsumoto, pukając się w
idealnie gładkie czoło. Kto wie, co stosował na tą swoją buźkę;
mimo że i Kou dbał o siebie, to chyba nie zdobyłby się na
używanie takiej ilości specyfików.
-Nie. - przyznał po chwili. Będzie
musiał spytać Mari, czy cokolwiek rozumie i przekupić ją wizją
następnego drinka, żeby mu wytłumaczyła. W końcu mają przerwę
między wykładami a ćwiczeniami z chemii. Najwyżej na ukochane
bubble tea pójdzie po teście, żeby zapić smutki, a do klubu
pójdzie się urżnąć w piątek. A nie, może iść w czwartek, w
piątek zrobi sobie wolne. Podszedł do Mari i Atsuko, żeby je
poinformować, kiedy i gdzie kupi im obiecane drinki. Dziewczyny
zgodziły się; Mari była taka zadowolona, że nawet obiecała
wytłumaczyć mu chemię. Zadziwiające, ile może załatwić wizja
postawienia dwóch drinków.
Po wykładzie z chemii Kou usiadł nad
zeszytem z konwersatorium i zaczął analizować zadania. Wzdychał
co chwila nieszczęśliwie, jakby to był dla niego wielki ciężar.
-Nie nauczę się.. - jęczał, chcąc
tym samym dać upust swojemu niezadowoleniu i rezygnacji.
-Zdasz to, zobaczysz. Nadzieja umiera
ostatnia. - mruknęła Mari, szturchając go w żebra.
-Tak, oczywiście. Nadzieja matką
głupich.
Gdy przerwa się skończyła, poszedł
na salę z uczuciem, że idzie na ścięcie. Usiadł obok Akiry,
który raczył się wreszcie pojawić na zajęciach, wyciągnął
kartkę, długopis i czekał. Po chwili dostał kartkę z zadaniami.
„No to leżę”, pomyślał
optymistycznie Shima, wczytując się w treść. Naprawdę próbował
liczyć te zadania; gdy w końcu pan doktor powiedział, że koniec
czasu, nie oddał pustej kartki.
-Cholerny kwas octowy. - mruknął do
Akiry, gdy szli do biurka ze swoimi kartkami. Tam prowadzący zajęcia
od razu sprawdzał prace.
-Chyba nie chcę tego widzieć. -
zażartował Kou, gdy doktor wziął jego kartkę.
-Machnął się pan o jedno zero.
Takashima chyba jeszcze nigdy nie czuł
takiego zawodu do samego siebie.
-Jak mogłem się pomylić o jedno
zero? No jak?
-No już nie rozpaczaj.. - mruknął
Akira, idąc razem z Kou i Takanorim do pobliskiej galerii handlowej.
- Ja też nie zdałem. Pociesza cię to?
Matsumoto się nie odezwał; rozumiał
najmniej, a zaliczył. We trójkę poszli na bubble tea.
-Poproszę truskawkę, marakuję i
kumkwat na zielonej herbacie. Dużą. - powiedział Shima do
blondynki za ladą, która wysłuchała z uwagą jego zamówienia.
Gdy już wymieszała syropy z herbatą, wodą i lodem, uśmiechnęła
się do rudowłosego.
-Jakie dodatki?
-Truskawkę, marakuję, tapiokę i
jogurt.
Obserwował, jak dziewczyna nakłada
kuleczki i paski galaretki o różnym smaku do kubeczka.
-Przepraszam, dałam panu mango zamiast
marakui.
Shima pomyślał, że nic się nie
stało. Już chciał płacić za napój i przybliżał kartę do
czytnika, gdy nagle blondynka powstrzymała go.
-Przepraszam, nabiłam za dużą sumę.
- wymamrotała, cofając pospiesznie wbitą do terminala kwotę; no
pięknie. Zapłaciłby dziesięć razy więcej, niż kosztowało to
nieszczęsne bubble tea. Jakby jego matka zobaczyła debet na koncie,
złapałaby się za głowę.
Usiadł z kolegami na ławce, pijąc
swoje bubble tea i mając wciąż w głowie to nieszczęsne kolokwium
z chemii; a trudno. Zda następnym razem. Na pewno.
W pewnym momencie uniósł głowę i
wypatrzył na schodach znajomą, czarnowłosą głowę.
-Narazie. - rzucił w stronę kolegów,
po czym pobiegł na ruchome schody. Dobiegł do Yuu, a gdy ten
stanął, zasłonił mu od tyłu oczy.
-Kim jesteś? - spytał Shiroyama,
usiłując odwrócić się ku stojącej za nim osobie.
-Zgaad-niij! - zawołał melodyjnie
rudowłosy, uśmiechając się do siebie. W końcu odsłonił oczy
chłopaka i stanął przed nim. - Jak twoje zaliczenie?
-Profesor na razie pozbierał prace. -
odparł Yuu, całując go po chwili w kącik ust. - Ale jestem dobrej
myśli. Właśnie; jeden z magazynów widział twoja pierwszą sesję
i mama załatwiła, żebyś zrobił dla nich zdjęcia. Oczywiście ja
stanę za obiektywem. Tematem zdjęć będą nogi.
Kou uśmiechnął się; wiele osób mu
mówiło, że ma świetne nogi, więc pewnie będzie pozował w
krótkich spodenkach. Znając Yumi i jej pomysły, mogła to być
nawet krótka spódniczka.
-Cieszę się. Więc kiedy?
-W przyszłym tygodniu. - odparł
fotograf, zaczesując rude włosy chłopaka za ucho. Po chwili
chwycił jego dłoń i wyprowadził z budynku galerii. Po drodze Kou
wyrzucił kubeczek po bubble tea do kosza.
Gdy znaleźli się w pokoju Yuu,
położyli się na jego podwójnym łóżku. Shima uwielbiał je;
było idealnie twarde, takie, jakie powinno być. Leżał na boku,
tak, by dokładnie widzieć obiekt swoich westchnień. Podobało mu
się to, że teraz widują się codziennie. W sumie nie spodziewał
się, że czarnowłosy zaprosi go od razu z galerii do domu; może
miał coś do załatwienia, a on mu przeszkodził?
-Słuchaj.. Nie masz dzisiaj żadnych
zajęć? O tej porze w galerii..
-Miałem, na siódmą trzydzieści.
Dlatego tak szybko skończyłem. - uśmiechnął się fotograf,
gładząc go po policzku. Kou cieszyły takie drobne, czułe gesty;
cholernie ich potrzebował. Shiroyama położył się na plecach, a
rudowłosy zaczął zakreślać palcem kółeczka na jego brzuchu.
Zjeżdżał nim niżej i niżej, aż dotarł do materiału spodni.
Wtedy się zawahał; jednak cichy pomruk chłopaka dał mu do
zrozumienia, że może kontynuować. Przesuwał więc palcem wzdłuż
materiału w okolicy guzika; uniósł po chwili jego koszulkę, by
móc dotykać gołej skóry. Lubił jej fakturę; była miękka i
delikatna, zupełnie jak jego własna. Płyny zmiękczające? W
pewnym momencie przypomniał sobie, o co chciał go zapytać.
-Yuu?
-Słucham?
-Czy my.. No wiesz. Jesteśmy razem?
Czarnowłosy posłał mu lekki uśmiech.
-Myślałem, że to jest jasne; że
odbierzesz mój pocałunek jednoznacznie.
Kou kiwnął głową na znak, że
zrozumiał. Ułożył się wygodniej na materacu i przysunął do
fotografa, tak, by móc się do niego przytulić. Oparł głowę o
jego ramię i westchnął cicho, przymykając powieki.
Zupełnie zapomniał o narkotyku, który
spoczywał w jego torbie.
piątek, 6 grudnia 2013
Pure Beauty 5.
Witam wszystkich! Postanowiłam wrzucić coś dzisiaj, w ten wietrzny dzień, żeby choć trochę Wam go umilić.
Kou podszedł szybko do czarnowłosego
mężczyzny, który stał pod budynkiem uczelni z z bukietem kwiatów.
Oczy miał niemal okrągłe ze zdumienia; najpierw nie odzywa się
cały dzień, a później tak po prostu przychodzi do niego po
zajęciach?
-Co ty tu robisz? - spytał nieco
obcesowo, wręcz z pretensją. Yuu to jednak nie zraziło; uśmiechnął
się szeroko i pocałował go, znowu w kącik ust. Shima odsunął
się, jakby został poparzony. Dopiero wtedy Shiroyama popatrzył na
niego zaniepokojony; co się stało?
-Co się stało? - spytał na głos,
marszcząc lekko brwi. Opuścił nieco ramię, którego dłoń
trzymała bukiet czerwonych róż, ulubionych kwiatów Kou. Jak
rudowłosy miał mu wytłumaczyć, że czuł się zwyczajnie brudny?
Wziął co prawda tylko raz, ale ten raz w zupełności wystarczył.
-Idziesz na fizykę? - spytała Mari,
zahaczając go. On jednak pokręcił jedynie głową, więc
dziewczyna odeszła.
-Nic się nie stało. - odpowiedział w
końcu na pytanie czarnowłosego, choć odpowiedź ta nie była do
końca szczera. Stali i wpatrywali się w siebie nawzajem, Yuu z
żalem, Kou z dziwną obojętnością. W końcu jego twarz
złagodniała; przecież fotograf chciał dobrze, przychodząc po
niego z kwiatami. Uśmiechnął się lekko, odbierając bukiet.
-Ja..
-Dziękuję, są piękne. - powiedział
szybko, tym razem szczerze, trzymając róże. - Czemu tu
przyszedłeś?
-Chyba źle sprawdziłem twój plan
zajęć. Pomyliłem inżynierię z licencjatem. - wyznał Yuu,
uśmiechając się przepraszająco.
-Nie szkodzi. Nie mam zamiaru iść na
ostatni wykład.
I, chwytając go za dłoń, poprowadził
do swojego domu.
-Nie wiedziałem, że mieszkasz przy
dzielnicy czerwonych latarni. - wymruczał czarnowłosy, wchodząc do
klatki schodowej w towarzystwie Kou. Ten tylko wzruszył ramionami.
-Jedyna różnica jest taka, że z
okien widzę te wszystkie neony; jednak nie ciągnie mnie, żeby tam
chodzić. Moje ulubione kluby są w innej części miasta.
Yuu kiwnął głową na znak, że
rozumie. Gdy znaleźli się w pokoju rudowłosego, ten starannie
zamknął za nimi drzwi; zapowiadało się ciekawie.
Czarnowłosy usiadł na łóżku Shimy,
rozglądając się na boki. Pokój był dość mały, ale zauważył,
że zaszczepił w nim pasję do mody; na biurku piętrzyły się
magazyny, a na tablicy korkowej przy biurku zawisło wydrukowane jego
zdjęcie z pierwszej – i jak na razie jedynej – sesji
.Najwidoczniej spodobało mu się.
Że Kou usiadł obok niego zauważył
dopiero, gdy poczuł jego dotyk na swojej dłoni. Delikatny i
chłodny; problemy z krążeniem? Najwidoczniej. Przeniósł na niego
swoje spojrzenie, w którym gościły charakterystyczne iskierki;
chwycił szybko dłoń rudowłosego i ucałował jej wierzch, niczym
dżentelmen.
-Uwielbiam cię. - wyznał nagle Kou,
zupełnie niespodziewanie. Yuu uśmiechnął się do niego szeroko,
czując, jak po jego plecach przebiegają dreszcze. Szept, którym
chłopak wymówił te słowa, wywołał u niego niespodziewaną
reakcję; chwycił jego brodę i ucałował go prosto w te pełne
usta, przymykając powieki. Shima podjął zabawę. Uchylił wargi i
wysunął z nich język, by przesunąć nim po dolnej wardze
czarnowłosego. Kontynuowałby to, gdy nagle usłyszał, jak drzwi
jego pokoju otwierają się gwałtownie. Jego siostra; odskoczył od
Yuu jak oparzony, próbując przy tym zachować pokerową twarz.
-Czego chcesz? - spytał niegrzecznie,
chociaż siostra była od niego starsza, więc należał się jej
jakiś choćby szczątkowy szacunek; jednak Kou to Kou. Jako młodszy
brat był okropny.
-Chciałam się spytać, czy nie
złożyłbyś się ze mną na pizzę, ale widzę, że inaczej
zaspakajasz swój głód. - zauważyła; obaj chłopcy dostrzegli na
jej twarzy cień uśmiechu.
-Dziwne. - mruknął Shima, gdy
dziewczyna zamknęła za sobą drzwi. - Normalnie jesteśmy dla
siebie bardziej wredni..
-Zauważyła, że się zakochałeś. -
zaśmiał się Yuu, kładąc dłoń na jego udzie. Rudowłosy
momentalnie spąsowiał, gdy ten wspomniał o zakochaniu.
Zauroczenie, zakochanie; cóż za różnica? Zastanawiał się nad
nią, wpatrując się w dłoń na swoim udzie. Zaczął też myśleć,
czy aby na pewno powinien się ładować w bagno, jakim są
narkotyki; przecież tak naprawdę wcale ich nie potrzebował. Miał
w miarę stabilną sytuację życiową, kumpli na studiach, imprezy,
no i Yuu. To ostatnie powinno go skutecznie odwieść od tego
wyjątkowo głupiego pomysłu.
A jednak nie potrafił zapomnieć o
tym, jak wspaniale obojętnie się czuł, gdy wziął.
-Kou, może twój kolega zje z nami? -
spytała matka Shimy, gdy zauważyła, że mają gościa.
-Chętnie zjem, dziękuję. -
uśmiechnął się czarnowłosy, po czym drzwi pokoju zamknęły się
z powrotem. Na jego twarzy zagościł uśmiech; uśmiech, którego
przedtem Kou nie widział, a o którym mógł powiedzieć, że go
podniecał.
-Gdyby uśmiech i wzrok mogły gwałcić,
miałbyś wiele dziewictw i nie tylko na sumieniu. - odezwał się,
zakładając jego czarne włosy za ucho.
-Naprawdę? - spytał Shiroyama,
zamyślając się na moment. Po chwili wsunął dłoń między
złączone uda rudowłosego i pocałował go, popychając jego
kompletnie poddające się mu ciało na łóżko. Shima zerknął na
niego z niezdrową wręcz ciekawością; co on zamierzał?
-Co ty..?
-Nie przejmuj się. Nie zrobię niczego
zdrożnego, twoja rodzina tu jest. - zaśmiał się Yuu, klepiąc udo
chłopaka. Ładnie zaczynali, doprawdy; model, który nawiązywał
intymną więź ze swoim fotografem. Czy to czasem nie jest robienie
kariery „przez łóżko”? Pieprzyć to. Kou nigdy specjalnie nie
przejmował się tym, co wypada a co nie, więc dlaczego miałoby się
to teraz zmienić? Póki nie będą o tym plotkować światowe
tabloidy, nie będzie mu to wszystko przeszkadzało.
Po kilku chwilach zawołała ich matka
Kou. Chłopcy poszli do kuchni, gdzie siedziała już siostra
rudowłosego oraz jego rodzice.
-Mamo, tato, to jest Yuu. - przedstawił
fotografa, który uśmiechnął się czarująco do państwa
Takashima.
-Mówisz tak, jakbyś przedstawiał nam
swojego chłopaka. - zaśmiała się dziewczyna, biorąc pałeczkami
sushi.
-Zamknij się, bo pożałujesz.
Wtedy siostra Kou wstała i zaciągnęła
go do pokoju obok.
-Jeśli nie będziesz milszy, to powiem
rodzicom o tobie i twoim chłopaku. Chyba nie chcesz, żeby przeżyli
zawód, bo mają syna geja?
-To, że się z nim całowałem, nie
znaczy, że jest moim chłopakiem. - odparł Shima. - Poza tym,
dlaczego mieliby przeżyć zawód? Jest tylu gejów na świecie, że
to chyba staje się czymś normalnym.
-Nie słyszałeś ich rozmowy. Wciąż
się dziwią, dlaczego nie masz jakiejś dziewczyny. Nie stajesz się
coraz młodszy. - gdy to powiedziała, Kou poczuł, że siostra ma
rację; o nie, szybko, jakaś riposta.
-Och, przymknij się. - mruknął
urażony; dopiero po chwili mu coś zaświtało. - A dlaczego ty nie
masz chłopaka? Jesteś starsza o trzy lata.
Siostra Shimy wyraźnie poczerwieniała;
nie wiedziała, co ma odpyskować na to pytanie.
-Okej, umówmy się. Ja nie mówię o
tym, że jesteś gejem, a ty będziesz utrzymywał, że mam chłopaka.
Znasz go, widziałeś, ma na imię Tatsu.
-Dlaczego Tatsu?
-Pamiętasz naszego chomika?
Kou pamiętał. Faktycznie, miał na
imię Tatsu. Kiwnął gową.
-No dobrze. Ale powiedz mi, dlaczego
nie masz chłopaka?
-Bo mam dziewczynę.
Chłopak wciągnął powietrze tak
głośno, że pewnie słyszeli go rodzice w kuchni.
-Serio? Jak ma na imię? Ładna jakaś?
-Mari. A teraz chodź na ten obiad.
Shima nie mógł w to uwierzyć. Ta
Mari? Jego koleżanka ze studiów? Nie podejrzewałby jej o
posiadanie dziewczyny, raczej oglądała się za chłopakami. No
chyba, że to inna dziewczyna o tym imieniu, przecież nie jednemu
psu Burek na imię. Wrócili do kuchni z uśmiechami na twarzach.
-Już sobie pogadaliście? - spytała
pani Takashima, spoglądając to na syna, to na córkę, próbując
cokolwiek wyczytać z ich twarzy.
-Tak. - odparł Kou, siadając przy
stole obok Yuu. Dyskretnie położył dłoń na jego udzie i zacisnął
ją, spoglądając na niego kątem oka. Widząc uśmiech na jego
twarzy, sięgnął po pałeczki i zaczął jeść.
-Musisz wychodzić? - spytał
rudowłosy, gdy o dziesiątej wieczorem Shiroyama oświadczył, że
musi wracać do domu. Nazajutrz była środa, więc on sam powinien
położyć się wcześniej, żeby wstać po szóstej.
-Muszę, niestety. - skrzywił się
Yuu. - Jutro oddaję twoje zdjęcia. Muszę się przygotować.
-Śpij u mnie.
-Następnym razem. - obiecał fotograf,
ściskając z uśmiechem jego dłoń. Musnął jeszcze delikatnie
jego policzek i wyszli z pokoju; Kou chciał go kawałek odprowadzić.
-Jeszcze coś ci się stanie. Ta
okolica wydaje się być niebezpieczna. - zaprotestował czarnowłosy,
gdy już stał na korytarzu.
-Tylko przed klatkę, proszę.
Yuu nie potrafił mu odmówić. Zeszli
po schodach i stanęli pod drzwiami; było zimno, a Kou nie wziął
kurtki.
-Zmarzniesz.. - wyszeptał fotograf,
oplatając Shimę ramionami w pasie. Przyciągnął go do siebie,
choć komicznie to wyglądało; był niższy od rudowłosego, więc
przytulił się do niego, wtykając nos pod jego brodę. Przymknął
powieki; tak było mu dobrze. Dopiero po dłuższej chwili uniósł
głowę i ponownie tego dnia sięgnął do jego ust.
-Leć. Ucieknie ci metro. - mruknął
Kou, choć nie chciał go wypuścić ze swoich objęć. W końcu
puścił chłopaka; ten uśmiechnął się do niego i pobiegł w
kierunku stacji. Takashima stał dłuższą chwilę i wpatrywał się
w biegnącą sylwetkę. Uświadomił sobie jedną rzecz.
-Nawet nie zdążyłem spytać, czy
jesteśmy razem.. - wymamrotał, po czym szybko wrócił do
mieszkania. Wyjątkowo szybko rozebrał się, umył i położył
spać.
niedziela, 1 grudnia 2013
Pure Beauty 4.
Witajcie! W tym rozdziale PB, który tu wrzucam, pojawi się coś, co za pewne większości się nie spodoba. Pamiętajcie jednak, że to jest opowiadanie, które zawiera w sobie różne stereotypy występujące w świecie mody; a to, co zrobił Uruha, jest zdecydowanie jednym z nich.
-W sumie.. Chyba nie powinienem ich
jeść. - mruczał Kou, grzebiąc łyżeczką w deserze lodowym.
Zjadł połowę, mając potworne wyrzuty sumienia; zawsze dbał o
sylwetkę, co dwa dni starał się biegać, a tu nagle zajada się
lodami.
-Lody są jednym z najzdrowszych
deserów. - odparł Yuu, kończąc swoją szarlotkę z gałką lodów
waniliowych. - A na pewno lepsze od czekolady czy batonów. - dodał
po chwili, odkładając łyżeczkę na talerzyk. Mimo tych słów
Kouyou nie dokończył swojej porcji; siedząc i obsesyjnie
wyobrażając sobie jak lody wytwarzają tkankę tłuszczową pod
jego skórą, zdał sobie sprawę z tego, że wpada w paranoję.
Pokręcił głową, zapominając o obecności Shiroyamy. Dopiero po
chwili sobie o niej przypomniał, gdy napotkał jego pytające
spojrzenie.
-Nie, nic. - westchnął, urywając tym
samym rozmowę.
Gdy znalazł się w domu, poczuł
pustkę; i to nie tylko dlatego, że nikogo nie było. Tak się
zawsze czuł, gdy nie było obok niego Yuu. Miał się uczyć budowy
mikroskopu i zastosowania jego elementów; jak jednak miał to
zrobić, gdy czuł dławiący ucisk w gardle, a w skroniach zaczynało
łupać? Nie dało rady. Najwyżej nie zda testu, który miał odbyć
się nazajutrz. Nie mógł też siedzieć w mieszkaniu, bo to
powodowało, że za dużo myślał; a myślenie stanowczo go
dobijało. Przebrał się z koszuli i grzecznych, ciemnogranatowych
jeansów w koszulkę z krótkim rękawkiem, czarne rurki z agrafkami,
na to wszystko kurtka i wyszedł, choć nie do końca wiedział,
dokąd zmierza.
W klubie usiadł przy barze, żeby
zamówić sobie piwo. Już miał zabrać się za jego wypicie, gdy
nagle ktoś go zaczepił.
-Cześć. - usłyszał; odwrócił się,
by móc zobaczyć uśmiechniętego chłopaka, mniej więcej w jego
wieku.
-Znamy się?
-Nie, ale chciałem ci coś
zaproponować. - powiedział ten ktoś, po czym kiwnął na Shimę.
Nie wiedząc dlaczego, Kou wziął tylko puszkę piwa i poszedł za
chłopakiem do łazienki.
-Słuchaj, mam kogoś i nie chcę go
zdradzać. - skłamał; o ile Yuu nie był jego partnerem, o tyle
faktycznie nie zamierzał się puszczać.
-Nie w tym rzecz. Chodź. Tak w ogóle,
jestem Kouji. - powiedział chłopak, otwierając drzwi kabiny. O
dziwo, łazienka była pusta, więc nie natknęli się na ani jedno
krzywe spojrzenie. Gdy Kou zamknął za nimi drzwi, Kouji wyciągnął
z kieszeni małe, kwadratowe opakowania ze staniolu. Takashima
zmarszczył brwi.
-Dlaczego mi to proponujesz?
-To proste. Potrzebuję klienta. -
zaśmiał się diler, machając towarem przed nosem studenta. Kou w
pierwszym odruchu pokręcił głową. Nie był jakoś specjalnie
przeciwko narkotykom, bo był zdania, że wszystko jest dla ludzi,
ale z początku nie chciał mieć z tym nic wspólnego.
-Nie. Szukaj kogoś innego.
-Pomyśl, nie spotkało cię ostatnio
nic okropnego? To sprawi, że wszystkie przykre uczucia odejdą.
W tym momencie Shima zaczął się
wahać. Świadczyła o tym jego pełna niepewności mina; z jednej
strony chciał poczuć się lepiej, ale z drugiej cholernie się bał.
Pierwszy raz w życiu autentycznie się czegoś przestraszył.
-Ja..
-Widzę, że się zastanawiasz.
Pierwsza działka za darmo. - mówiąc to, wcisnął mały kwadracik
w dłoń Shimy i zostawił go z narastającymi wątpliwościami.
Z tego wszystkiego Kou wypił tylko tą
jedną puszkę piwa. Na więcej nie miał ochoty; do domu wrócił,
upewniając się, że wszyscy już śpią. Zrobił to, obserwując
okna w mieszkaniu; gdy wszystkie światła zgasły, odczekał jeszcze
pół godziny i dopiero wtedy wszedł do środka. W kieszeni jego
spodni wciąż spoczywał kwadracik z narkotykiem.
-No nie wiem.. - mruczał do siebie,
oglądając folię z każdej możliwej strony, jakby się czymś
różniła. Jak to było? „Pierwsza działka za darmo”? Jak za
darmo, to za darmo. Nic mu się przecież od jednego razu nie stanie.
Nie chciał jednak użyć strzykawki.
Co prawda miał ich w domu sporo, bo ojciec kiedyś chciał być
lekarzem, ale wolał tego nie robić za pierwszym razem. Zamknął
się w łazience od środka i puścił wodę w kabinie prysznicowej,
by w razie czego przebudzony członek rodziny pomyślał, że bierze
prysznic. W pierwszej chwili nie wiedział, jak zażyć narkotyk.
Dopiero po kilku chwilach gdy usiadł na brzegu brodzika, poczuł,
jak coś gniecie go w pośladek. Portfel. Jak portfel, to i
pieniądze. Monety i banknoty.
-To jest to. - wyszeptał do siebie,
wyciągając jeden z banknotów z kieszeni portfela. Zwinął go w
rulonik i wsunął w otwarty kwadracik folii. Drugi koniec wsadził
do nosa, jak widział na filmie „My, dzieci z dworca Zoo” i mocno
pociągnął. Zerknął do środka; zostało tam jeszcze proszku,
więc szybko wciągnął resztki przez banknot. Nagle poczuł, jak w
jego ustach zebrało się mnóstwo śliny. Otworzył klapę i wypluł
ją, po czym zdał sobie sprawę z tego, że odpływa. Zamknął
sedes i położył na nim głowę, zamykając powieki.
Obudziło go głośne walenie w drzwi;
nie, nie pukanie, tylko właśnie walenie.
-Kou! Otwieraj!
To jego siostra. Skąd wiedziała, że
to właśnie on tam jest?
-Chwila! - odkrzyknął, po czym żeby
wyglądać wiarygodnie, wskoczył na moment pod prysznic i zmoczył
włosy. Przed tym rozebrał się, a do kieszeni spodni wsadził
folię, w której był narkotyk. Wyskoczył z brodzika, wyłączył
wodę i owinął się ręcznikiem. Poszedł leniwym krokiem do drzwi
i przekręcił zamek.
-O co chodzi? - spytał; co dziwne, w
ogóle nie czuł złości, a normalnie zirytował by się, że ktoś
mu przeszkadza.
-Jak to o co? A o co może mi chodzić
w środku nocy? - spytała ironicznie. - A dlaczego masz jakieś
takie dziwne oczy? W ogóle nie widać źrenicy!
Kou nie odpowiedział. Szybko zebrał
swoje ciuchy i przemknął do pokoju, gdzie z kieszeni wydobył
staniol i, zgniatając go w kulkę, wyrzucił do śmieci. To, co
zrobił, stanowczo musiało pozostać tajemnicą; na dodatek nie
mogło się powtórzyć. Ubrał luźne spodenki, w których zawsze
spał i schował się pod kołdrą. Poczuł, jak ponownie robi się
senny. Zasnął po kilku minutach.
Następnego dnia obudził się po
dziesiątej, czyli był potężnie spóźniony. Widząc, która jest
godzina, zerwał się z łóżka i wybrał z szafy byle jakie
ubrania. Wnosząc po tym co się z nim działo, musiał zażyć
heroinę; o tym wciąż rozmyślał podczas podróży na laboratorium
z chemii. Koleżanki z jego grupy pewnie były wściekłe, że go nie
ma. Będzie musiał postawić im piwo, albo jakiegoś dobrego drinka,
żeby tylko nie patrzyły na niego krzywo przez resztę studiów.
Tak, Mari i Atsuko były wyjątkowo pamiętliwe.
Gdy już dotarł pod budynek uczelni,
zdał sobie sprawę z tego, że nie ma fartucha; na szczęście pani
doktor z chemii puściła mu to płazem.
-Co dzisiaj robimy? - spytał,
podchodząc do Mari.
-Gotujemy zupę, żeby sprawdzić
zawartość skrobi. - odpowiedziała dziewczyna. - Sądząc po twojej
minie, nie masz warzyw. - westchnęła, widząc jego wyraz twarzy. No
tak, kompletnie zapomniał o tym, że miał przynieść marchewkę.
-Ja.. Przepraszam.
-Wisisz nam po drinku.
Nie pomylił się wiele; doskonale
wiedział, czego ma się spodziewać po swoich koleżankach.
Przerąbane jest być jedynym chłopakiem w grupie. Działanie
narkotyku minęło już dawno, ale dopiero teraz uświadomił sobie,
że od poprzedniego dnia Yuu w ogóle się do niego nie odezwał; a
Kou był taki, że nigdy nie odzywał się pierwszy. Beznadziejność
sytuacji uderzyła w niego podwójnie; już teraz wiedział, do
którego klubu zaprosi Mari i Atsuko, żeby im się zrewanżować.
Potrzebny mu był Kouji.
-Jak to nic nie umiesz? - zdziwiła się
Mari, słysząc, że Kou nie zna budowy mikroskopu. - Przecież
miałeś na to tydzień! Pewnie znowu imprezowałeś.
-Jakbyś zgadła. - wymruczał,
przymrużając nieco powieki; zezował na rysunek mikroskopu, z
podpisanymi elementami i opisanymi funkcjami. Dziewczyna, widząc
jego spojrzenie, załamała ręce; podsunęła mu rysunek i
cierpliwie zaczęła tłumaczyć.
-Tu są okulary. Pod okularami masz
tubus, w którym powstaje obraz. Pod tym jest rewolwer i obiektywy.
-A to tutaj, nad źródłem światła?
-Kondensor.
Shima kiwnął głową; coś tam pojął.
Miał tylko nadzieję, że pani doktor nie zapyta go o funkcję tych
wszystkich śrub, których przeznaczenia nie znał.
Na laboratorium z biologii komórki
kompletnie nie potrafił się skupić. W głowie miał tylko dwie
rzeczy: Yuu i heroinę. Zaczął się uzależniać od obu i nie
wiedział, co bardziej go przerażało; uzależnienie od kogoś, czy
od czegoś? Chyba gorzej jest się uzależnić od kogoś, bo
narkotyki można odstawić, a jak odstawić człowieka?
-Panie Takashima, proszę mi pokazać
tubus i śrubę makrometryczną.
Otępiały myślami, uniósł dłoń i
pokazał palcem tubus. Śruba makrometryczna? To chyba ta większa.
Wskazał ją i spojrzał na panią doktor, która kiwnęła głową i
zaczęła przepytywać Mari. Kondensor, podstawa i okulary.
Kondensor, podstawa, okulary.. Te słowa utkwiły mu w głowie i nie
chciały stamtąd wyjść, aż do czasu, kiedy wyszedł z budynku
uczelni.
Tak. Wtedy niesłuszność własnego
postępowania poprzedniej nocy dotarła do niego w dwustu procentach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)